o mnie dodaj główna linki


blog

23. No, he doesn't mind...

czwartek, 23.lutego.2012, 17:31




Wiecie, czym jest obsesja? Wiecie jak to jest, nie móc się na niczym skupić, kląć na własną słabość i wyolbrzymiać wszystko, co nas dotyczy? No właśnie. Ogarnęła mnie obsesja.

Nie będę jeść, nie będę pić, nie będę oddychać.

Dobrze, że skończył się kolejny semestr na studiach. Muszę się odseparować od ludzi, zakopać się w stosie książek, płyt, szkiców i nie wychylić się zza nich aż do końca moich dni. Najśmieszniejsze w tym wszystkim jest to, że jedna, mała i na pozór błaha sprawa rozwiązałaby wszystkie moje problemy. Świadomość, że komuś zależy. Tak po prostu. Sprawa z M. zakończyła się jak każda inna. Trochę łez, trochę smutków, bardzo dużo żalu.  Na szczęście nie spotykam go już przypadkiem pod moim mieszkaniem, nie budzi mnie dźwięk sms’a od niego, nie zasypiam myśląc o Nim. A tak naprawdę to ostatnio po prostu mało śpię

Ostatnio napisał, by znów się spotkać, tak po prostu.

Zobaczę się z Nim, ten jedyny, ostatni raz. Jeśli wtedy nie powie mi co do mnie czuje niech mi się więcej nie pokazuje na oczy, niech więcej mi się nie śni. Niech zniknie.

OFIARA NR 23
WRÓCIŁAM W KOŃCU DO TAŃCA

Oprócz  wolontariatu sportowego to chyba jedyna rzecz jaka trzyma mnie jeszcze przy życiu. Już niedługo.

!!! Pytanie roku: czy ktoś w Was mieszka (albo ma znajomych), którzy w czasie Euro będą mieszkać we Wrocku lub okolicach? Jestem wolontariuszem, totalnie nie mam gdzie spać, a ceny hosteli są totalnie kosmiczne… Dajcie znać, błagam :)

Czytam: Zaginiony symbol - Dan Brown
Słucham: She doen't mind - Sean Paul

Boy,l I got you so high
And I know you like
So come on push it on me< br> If it feels alright
Put it , drop it low and break it off...
No, he doesn't mind...


xoxo


Char
Nastrój: przerażona?
Kategoria: brak kategorii
tagi:

22. ... call me Superman

środa, 3.sierpnia.2011, 18:35


 


 


Bałam się znów wejść na tego bloga. Myślałam, że go dawno usunęli, przepadł gdzieś i tyle. Wiem też, że nie ma sensu przepraszać po raz setny, że nie było mnie tyle czasu. Cóż, może to dobrze, że nie potrzebuję wypłakiwać się Wam ciągle w rękaw? Mieliście prawo mieć mnie już dość. Dałam Wam chwilę przerwy od siebie.


Ale jest już dobrze…

Nawet nie mam na co narzekać, wiecie? Słońce świeci, zaczęłam biegać, chyba coś schudłam. Muzyka, jak zwykle, nadaje wszystkiemu  co robię rytm i jakoś tak ułatwia mijanie każdemu, kolejnemu dniowi. Zaliczyłam wszystko za pierwszym razem na studiach, wzięłam się porządnie za języki obce, wróciłam na stare śmiecie zostawiając na trzy miesiące krakowskie mieszkanie. Cieszę się, serio. Wszystkim, po prostu.


Ale i tak mimo wszystko gdzieś w dołku czuję strach. Ironiczne, prawda?

OFIARA 22
ZAKOCHAŁAM SIĘ... ZUPEŁNIE.


Otóż tak, moi drodzy, zupełnie zwariowałam na czyimś punkcie i przeraża mnie to zupełnie. Czuję się bezbronna, słaba, zdana na czyjąś łaskę. Gdybym jeszcze wiedziała jakie On ma plany byłoby mi zdecydowanie łatwiej.


Cóż, panie M., namieszał mi pan zupełnie w głowie. Co robimy z tym faktem dalej?


Wybaczcie, że dziś tak krótko. Muszę ponadganiać zaległości. Trzymajcie się i do następnej notki. Nawet nie wiecie jak mi Was brakowało ;].


Słucham: ‘Kryptonite’ 3 Doors Down
Czytam: ‘Hellsing’ Kohta Hirano






If I go crazy
then will you still call me Superman?
If I'm alive and well,
will you be there holdin' my hand?
I'll keep you by my side
with my superhuman might
Kryptonite

 



xoxo


Char
Nastrój: Ironicznie zakochana...
Kategoria: brak kategorii
tagi:


 


 



Cóż, chciałabym Wam tyle napisać, za tyle przeprosić. Nie wiem czy starczy mi na to czasu. Ostatnio na wszystko brakuje mi czasu, na oddychanie, spanie, zwykłe spotkanie z przyjaciółmi. To jest jakiś chory paradoks, który powoli doprowadza mnie do szału…

Tak bardzo naiwnie dałam się wplątać w te wszystkie uczelniane intrygi, wyścigi szczurów, walki o stypendia. To nie jest widoczne na pierwszy rzut oka i niby wszystko jest w jak najlepszym porządku. Przychodzą jednak momenty, wręcz sekundy, w których każdy doskonale wie, że coś jest nie tak… I każdy wie czym to ‘coś’ jest…

Jakakolwiek próba podsumowania tego, co się dzieje ostatnio w moim życiu czy mojej głowie wydaje mi się totalnie bezsensowna. Pewnie dlatego, że po prostu nie umiałabym tego Wam opisać. Jedyne co mnie pociesza to fakt, że w końcu znalazłam sekundę, by Wam dać znać, że jednak żyję. Ostatnio czuję, że ilość głupkowatych myśli, które nie pozwalają mi spać zdecydowanie mnie przerastają. I nawet jeśli każdego ranka wstaję dzielnie z przekonaniem, że nadchodzący dzień będzie lepszy niż poprzedni nie zawsze się to udaje, a ja uparcie szukam przyczyny. Jak zawsze.

Stagnacja i bezruch. Zdecydowanie…  

Dziś chcę uwierzyć, że w końcu coś się zmieni. W końcu w moim życiu miała być rewolucja jak przeprowadzałam się do Krakowa!  Póki co nic się nie zmieniło, ciągle przemykam między uczelnią a mieszkaniem czy MS AGH. I tak w kółko. Taaaak, to potrafi być totalnie demotywujące czasami.

B. ostatnio sobie o mnie przypomniał i znów widzę, że jest go za dużo. Trudno, będę złośnicą, nie zakocham się. Nie umiem, nie chcę, ogólnie chyba jestem póki co jestem 'człowiekiem na NIE’.
 


OFIARA NR 21 ZDANA
SESJA ZA PIERWSZYM PODEJŚCIEM!


Bez względu na to jak bardzo tego chciałam, nie spodziewałabym się, że mi się to uda z całkiem przyzwoitymi wynikami. Może te studia to był właściwy wybór. Ciągle się waham. Tak jakbym miała ostatnio za mało głupich myśli…

W sobotę lub niedzielę wyjeżdżam do Niemiec, więc pewnie odezwę się za jakieś 1,5 tygodnia z kolejnymi życiowymi przemyśleniami. Mam nadzieję, że mimo tak długiej przerwy będziecie ze mną.
Nawet nie wiecie jak mi Was wszystkich brakowało ;)

I przy okazji dzięki za ten cały rok, za tak wielką pomoc przy pojedynku z P., za wszystko. Nawet nie zdajecie sobie sprawy jak bez Was byłoby mi trudno…

 


Mirror, mirror on the wall, should I be afraid?
Tell me, mirror, what went wrong? Tell me
Oh, please do tell me....


PS. Nowy mylog, a raczej edycja notek doprowadza mnie do szału... x/


xoxo


 

Char
Nastrój: Jakoś tak...
Kategoria: brak kategorii
tagi:

20. They'll return but I'll be stronger...

sobota, 13.listopada.2010, 21:16




Tadam! Wróciłam do Was po raz kolejny i mam nadzieję, że tym razem uda mi się zostać na dłużej.

Nie ma co ukrywać, że za wiele się nowego u mnie nie dzieje. Póki co przechodzę jakiś pomylony proces asymilacji.

Kraków

Mieszkając w tej mojej małej mieścinie przez cały czas żyłam jakimś wyimaginowanym obrazem tego miasta. Tłumy interesujących ludzi, tysiące ciekawych miejsc i miliony możliwości – tym tak bardzo chciałam żyć, móc z tego korzystać w nieograniczony sposób. Cóż z tego, jak pośród tego motłochu jestem tylko tłem dla jasno świecących gwiazd; pewne miejsca są zastrzeżone tylko dla wybranych, a te kuszące szanse sprawiają, że ślepo podążając za nimi zatracamy w pewnym momencie poczucie tego, czego tak naprawdę chcieliśmy. Jak się w tym wszystkim odnaleźć? Póki co odpowiedź na to pytanie pozostaje dla mnie niezgłębioną tajemnicą…

Jak cień…

No właśnie, czuję się tu jak taka nieokreślona, szara masa. Bez własnego zdania, osobowości, o przebojowości i pewności siebie to już w ogóle można zapomnieć. Nie wiem nawet czy na dłuższą metę jest sens się tym przejmować – kiedyś trzeba będzie podjąć decyzję, którą z trzech dróg w tym momencie wybrać. Można pozostać taką szarością – być idealnym tłem dla innych; trampoliną, dzięki której wybiją się na szczyt lub pochyłością, przez którą stoczą się na dno. Po prostu tak sobie egzystować, cieszyć się z pewnych rzeczy, nigdy nie poczuć tych skrajnych emocji, adrenaliny… Można być czernią, odrobinę straszną, która pogardza wszystkim i każdym jeżeli chociaż troszkę różnią się do niej. Ironiczną, sarkastyczną, pełną niesłusznej wyższości. W końcu zostanie sama, patrząc w oczy sobie podobnym. Można też stać się bielą, tak piękną i majestatyczną, że nie można od niej oderwać wzroku. Tak jasną, że może wskazywać drogę oraz stać się przykładem dla innych; tak nieprzyzwoicie idealną i tak naprawdę wiecznie nieszczęśliwą, bo nigdy nie spotka kogoś podobnego do siebie.

To smutne ale każdy kiedyś będzie musiał podjąć taką decyzję, będzie musiał wybrać czym chce być. Mamy tylko jedną szansę. Tylko jedną… Znając mnie pewne obudzę się jakiegoś pięknego dnia i spostrzegę zdziwiona, że decyzja została już podjęta. Problem będzie polegał tylko na tym, że to nie ja dokonam wyboru. Ktoś zrobi to za mnie nie życząc mi wcale dobrze, bez zastanowienia się nad tym czy ten wybór będzie dobry czy zły. Skaże mnie na bycie kimś…

Czy mam prawo zaprotestować?

Zobaczymy. Boję się, boję. Tak naiwnie i po prostu. Aż chce mi się śmiać z samej siebie. Hmmm chyba nie po raz pierwszy. Potrzebuję jeszcze trochę czasu by odnaleźć się w tym Krakowie już na stałe. Zrobię to i podejmę decyzję, w którą stronę iść, bez względu na wszystko…

OFIARA NR 20
STUDIUJĘ. JESZCZE…


Paradoksalnie, im dłużej studiuję, tym bardziej myślę czy to był dobry wybór. Nadal chcę wierzyć, że tak, nawet bardzo tak. Trzymajcie kciuki, a ja postaram się podnieść czoło wysoko czoło, i wraz z ludźmi mi bliskimi zmierzyć się z prozą dnia codziennego.

Będzie dobrze. Musi tak być…

Słucham: 'In bloom' Nirvana
Czytam: 'Historia Pana B.' Clive Barker




Where are the people that accused me?
The ones who beat me down and bruised me
They hide just out of sight
Can't face me in the light
They'll return but I'll be stronger…


xoxo

Char
Nastrój: Pomiędzy wszystkim i niczym...
Kategoria: brak kategorii
tagi:

19. I wish I could explain myself...

niedziela, 5.września.2010, 16:13



Nie.

Po raz kolejny nie mam sensownego wytłumaczenia czemu tak dawno mnie tu nie było. W ogóle trudno jest mi ostatnio cokolwiek określić – co chcę, gdzie iść, do czego zmierzać, czego się bać. Czuję się trochę wywrócona na lewą stronę…

Pocieszają mnie moje głęboko zakopane wspomnienia po Coke. Trzy dni totalnego odcięcia się od rzeczywistości. Ludzie, którzy nie muszą cię oceniać, miejsca, do których chce się wracać. Dawno nie czułam tak szczerze tego, że żyję.

Nie mogę narzekać…

Ciągle marzę, że to wszystko się poukłada. Lepiej, gorzej, nie wiem. Chciałabym być pewna swoich wyborów. Nie moja wina, że jestem tak bardzo w pewnych chwilach zagubiona czy samotna. Nawet jeśli nie widać tego na zewnątrz za dużo myślę o pewnych sprawach. Wiem, że nie powinnam.

Akceptacja. Chyba tego właśnie potrzebuję…

Jutro idę podpisać umowę na mieszkanie w Krakowie. W końcu. Po kilku tygodniowych poszukiwaniach wydaje mi się, że znalazłam kącik dla siebie. Nie wiem co z tego wszystkiego wyniknie, szczególnie, że będę mieszkać z przyjaciółką z czasów gimnazjum…

Nie wiem, nie umiem sobie wyobrazić tego, że mam wyjechać z domu i zamieszkać zupełnie gdzieś indziej, widzieć rodziców raz w tygodniu. Czuję się taka niedojrzała. Jestem gówniarą, wiem o tym i otwarcie się do tego przyznaję.

Z nieopanowanym strachem w żołądku czekam na październik. I, do jasnej cholery, niech się dzieje co chce!

Znów łamię komuś serce. B. – tak bardzo za to wszystko chciałabym Cię przeprosić. Ja już chyba na dłuższą metę chyba nie umiem się zakochać. Niech tak zostanie…

OFIARA NR 19
WRÓCIŁAM DO WAS


Może to głupie, ale naprawdę przez długi czas nie mogłam się zebrać i napisać kilka słów. Tak kochani, żyję i wracam na dłużej. Moje życie bez pisania jest takie… drastycznie puste…




Blink 182 – Stockholm Syndrome


I'm so lost
I'm barely here
I wish I could explain myself
But words escape me

It's too late
To save me
You're too late
You're too late



xoxo
Char
Nastrój: taki dziwny troszkę...
Kategoria: brak kategorii
tagi:




Wczoraj moje marzenia legły w gruzach. Spadły na mnie niespodziewanie, nawet nie zdążyłam się zasłonić i tym samym przewróciłam się przez nie przygnieciona. Cóż. Życie.

Leżałam, uderzałam rękami o twardą podłogę, kopałam, wrzeszczałam, płakałam. Bo cóż innego pozostało robić gdy obraz, który poukładaliśmy sobie w naszych chorych wyobraźniach okazuje się sprzedajną farsą zastrzeżoną dla wybranych i niedostępną dla tłumów? Można płakać jak ja, tadam!

Skoro już wiedziałam, że pojadę na Coke Live Music Festival wiedziałam też, że chcę wykorzystać ten czas w zupełności. Raz się żyje, tak? Śniłam po nocach, że na koncercie 30 seconds to Mars (!!!), skaczę w pierwszym rzędzie przy barierkach, rozbrzmiewają pierwsze takty ‘Kings and Queens’ , a Jared Leto schodzi do ludzi i wyciąga kilkunastu z nich na scenę. Mnie też. Stoję przez kilkudziesięciotysięcznym tłumem wrzeszczącym tekst piosenki. Czy może być coś wspanialszego?

We were the Kings and Queens of promise
We were the victim of ourselves
Maybe the Children of a Lesser God
Between Heaven and Hell.


Okazuję się jednak, że w Polsce ta grupa szczęściarzy została już wybrana ( oficjalny fanclub 30stM), więc szanse na spełnienie marzenia drastycznie zmalały do zera. Bo czy istnieje jeszcze jakaś zasrana sprawiedliwość na tym świecie? Będę sobie skakać z odległości 500m (przy dobrych układach…) widząc mrówki na scenie. Żyć, nie umierać.

Stop.


Im dłużej nad tym wszystkim myślę mam ochotę się sama wyśmiać – ostatnio po raz kolejny, nie jest dobrze! Podnoszę się niezgrabnie z podłogi, otrzepuję zakurzone ubrania, swoim głupim nawykiem poprawiam grzywkę i zbieram te moje upadłe marzenia do rąk. Składam je znów w jedną całość nad moją głową. Zdecydowanie, tam właśnie jest ich miejsce.

Run away, Run away
I'll attack
Runaway, Runaway
Go change yourself
Runaway, Runaway
Now I'll attack!


Bo czy można tak po prostu się poddać? Usiąść z założonymi rękami i oburzonym tonem powiedzieć ‘Pierdolę, nie robię!’ ? Czy można pozwolić, by marzenia tak po prostu wstały i nas opuściły? Nie, do jasnej cholery NIE!

I won't suffer, be broken
Get tired, or wasted
Surrender to nothing
I'll give up what I
Started
And stop this
From end to beginning
A new day is coming
And I am finally free!



Nic od życia nie dostałam za darmo. Wiele rzeczy przeszło mi dosłownie obok nosa, na wiele kiwnęłam ręką, za innymi chciałam biec ze łzami w oczach. Przez to moje urocze (mniej lub bardziej) 19 lat zrozumiałam, że o siebie i swoje marzenia trzeba walczyć. Bić, kopać, gryźć. Bo nic nie przychodzi samo od siebie do ludzi, którzy siedzą i płaczą. Bez względu na to czy jest to uczestnictwo w koncercie, studia, miłość, praca, poważanie, sława, pieniądze …

It’s the moment of truth
And the moment to lie
The moment to live
And the moment to die
The moment to fight, the moment to fight,
To fight, to fight, to fight!

To the right
To the left
We will fight to the death
To the Edge of the Earth,
It's a Brave New World
From the last to the first



Wierzmy w siebie kochani. Żyje się raz, drugiej szansy możemy nie dostać. Zróbmy wszystko, by nie żałować ani jednego dnia z naszego życia. Marzmy, realizujmy cele, zakochujmy się, śpiewajmy (nawet jak fałszujemy), podskakujmy idąc przez miasto (nawet jeśli ludzie krzywo na nas patrzą). Niech dziecko siedzące w naszych sercach nie umrze – chyba tylko to pozwoli nam widzieć prawdziwe kolory tego świata :]



Uwierzcie mi, nie wiem co się ze mną dzieje. Chyba za dużo słońca, nie wiem. Dawno, od baaaardzo dawna nie czułam się szczęśliwa, chyba nawet bez większego powodu. Dopiero teraz zrozumiałam, że podniosłam się z tego bagna, które mnie otaczało i wciągało w otchłań przez tak długi czas. Znalazłam inspirację do działania, ułożyłam sobie w głowie obraz siebie za kilka lat – pierwszy raz w życiu realny. I wiem, że go osiągnę. Czemu nie?

Nie wiem co się dzieje. Chyba znów jestem tą samą Karoliną co kiedyś. Mam nadzieję, że mnie taką zaakceptujecie, nawet jak czasami mam jakieś głupie poloty ‘narcyzmu’ :P Chociaż ja wolałabym to raczej nazwać szczęściem lub pewnością siebie…


OFIARA NR 18
ZNALAZŁAM PRACĘ!


Chyba przez przypadek odezwała się do mnie ta sama firma, w której pracowałam rok temu. Przyjmą mnie na to samo stanowisko ;] Od jutra zaczynam. Trzymajcie kochani kciuki. Trzeba troszkę zarobić na studia… I na gitarę elektryczną. I na piecyk. I na conversy. I na wakacje w przyszłym roku. I na.. Czy to ważne? ^^

A tak przy okazji, wita Was studentka pierwszego roku Inżynierii Środowiska Akademii Górniczo-Hutniczej w Krakowie! ;] Zaczynamy od października!

Dziś bez piosenki podsumowującej. Moje serce na dziś i tak należy do Jared’a i 30 seconds to Mars xD





Plany wakacyjne - statystyka na dzień 14 lipca 2010

Wykonane: 12
Wszystkie: 214


xoxo
Char
Nastrój: irracjonalnie szczęśliwa - część 2
Kategoria: brak kategorii
tagi:

17. I am the monster in your head

środa, 7.lipca.2010, 15:17




‘Nie poznaję Cię ani trochę.
Przeszłaś na buddyzm?
Odnalazłaś sens życia?
Wygrałaś 10 mld dolców?’


Jednym z moich marzeń było usłyszeć właśnie te słowa, chociaż ich oprawę wyobrażałam sobie inaczej. Elegancki hotel, marmurowe schody, perskie dywany, pozłacane kryształowe żyrandole. Gdzieś na jakieś tandetnej tabliczce napis ‘Dziesięciolecie Matury 2010 uczniów…’. Biorę głęboki wdech i wchodzę do Sali Bankietowej. Delikatnie zakręcone włosy sięgające łopatek, oczy podkreślone eyeliner’em , czarna koktajlowa sukienka Chanel sięgająca do połowy uda, szpilki od Christiana Louboutina, mała kopertówka, srebrna biżuteria.

W pierwszej chwili w pomieszczeniu zapada cisza jeszcze zakłócana muzyką. Wiedziałam, że nie poznają mnie od razu. Byłam tak bardzo inna od tej dziewczyny, którą pamiętali.

‘To ona?! To przecież niemożliwe!’

Mam ochotę roześmiać się na głos, ale dochodzę do wniosku, że byłoby to nietaktowne. Poprawiam dłonią włosy i idę przed siebie do wyznaczonego mi miejsca przy stole. W tym momencie zalewa mnie fala pytań. O wszystko i o nic. Cierpliwie i sumiennie odpowiadam na wszystkie, dostrzegam Go siedzącego nieopodal mnie. Uśmiecham się do Niego, a po chwili już widzę Go obok siebie. Zaczynamy rozmowę, spokojnie, znów o niczym konkretnym. Nie czuję już skrępowania na myśl o Nim, ani tej chemii jaka była kiedyś. Chyba po prostu nie ma Go już w mojej głowie.

Im dłużej trwa ta dziwna sytuacja tym wyraźniej zauważam, że zaczyna stosować tą samą sztuczkę co zawsze : ‘Nic mi się nie układa, wszystko jest mi obojętne, Tobie zapewne wszystko się uda’ . Tym razem nie zaprzeczam – otwarcie mówię, że tym razem życie poukłada mi się tak, jak tego sobie zażądam. On mruży oczy i spogląda na mnie tak… chłodno. Pierwszy raz nie pocieszam Go, nie wmawiam Mu jak bardzo jest cudowny, jakie ma szczęście, że jest sobą. Nie. To JA jestem szczęściarą, że jestem sobą i jestem właśnie taka. Wyjątkowa

Widzę, że On powoli tego nie wytrzymuje. Zaczyna wypytywać, co się stało w moim życiu, że mam teraz takie poglądy (wcześniej zawsze mówiłam, że moje życie jest do dupy i nic mi nie wyjdzie). Odpowiadam Mu, że nic konkretnego, po prostu zaczęłam się doceniać, szanować moje wady i zalety, a przede wszystkim zrozumiałam na ile i jak bardzo jestem wyjątkowa. Mógłby mi nawet wykrzyczeć w twarz, że nie jestem sobą, nie obchodzi mnie to. Bo czy On kiedykolwiek wiedział, jaka jestem naprawdę? Nie. Był zbyt skupiony na sobie, swoich cudownych kolegach i pomysłach pt. ‘Co moglibyśmy zrobić dziś popołudniu i wiesz co bym chciał…’. Bez próby dowiedzenia się co się we mnie zmienia.

W tym momencie czuję jak ktoś delikatnie łapie mnie za rękę. Odwracam się i widzę Mojego Pana Wyjątkowego, nazwijmy go tak na potrzeby tej relacji. Całuję Go delikatnie w policzek i żegnam się z moim wcześniejszym rozmówcą - zostawiając Go samego. Nawet nie zauważam ładnej, wysokiej kobiety stojącej obok Niego i uporczywie pytającej się kim jestem.

Przecież to nie było by ważne, bo osiągnęłam to co chciałam. Zabiłam resztki tej dziewczyny, która była z P. Niepewnej siebie, bojącej się wszystkiego, niewierzącej we własne możliwości.

Nigdy więcej.



Jak się okazało nie potrzebowałam dziesięciu lat by zaszła taka sytuacja, no, może nie w takiej scenerii. Spotkaliśmy się z P. niechcąco w Jego urodziny. Pogadaliśmy chwilę i ani przez moment nie dałam Mu poczuć, że jestem gorsza od Niego. Pierwszy raz od kiedy się znamy. W końcu musiał przyznać, że mnie nie poznaję i zdecydowanie za bardzo chciał poznać tego przyczynę. Aż miałam ochotę Mu powiedzieć ‘… bo się uwolniłam od Ciebie’. Niech teraz siedzi i żałuje - powinien, teraz to wiem i mam nadzieję, że tak jest. Drugi raz nie dostanie szansy, by nawet się do mnie zbliżyć. Nie pozwolę się skrzywdzić. I mimo tego, że nazwał mnie po koniec Narcyzem (ha ha ha?) jest mi tak cudownie dobrze. Irracjonalne!

---

Wybrałam studia. Inżynieria Środowiska na Akademii Górniczo – Hutniczej w Krakowie . Nie wiem, czy to dobry wybór, ale nie poddam się. Dam z siebie 200% procent, jak zawsze! ;]



OFIARA NR 17
USPOŁECZNIAM SIĘ xD


Wiem jak bardzo to jest głupie, puste, naiwne, babskie i normalnie coś takiego bym wyśmiała. Problem polega na tym, że każdy mój krok w kierunku ludzi, nawet najbardziej błahy traktuję jako terapię, moje małe prywatne wybawienie. Czy mogę więc śmiać się z siebie z tego powodu, że założyłam konta na portalach społecznościowych, że spędzam godziny spacerując po mieście i spotykam nowych ludzi, że nocami chodzę na koncerty rockowe?

Nie. Bo to sprawia, że nie myślę o pewnych rzeczach, a to zaś powoduje, że jestem szczęśliwa.

Tak po prostu. SZCZEŚLIWA, o!

(Jak ktoś chce namiar na fb lub last.fm dajcie znać na PW :P)




Breaking Benjamin – Lights Out


Now you want to take me down
As if I even care
I am the monster in your head
And I thought you'd learn by now
It seems you haven't yet
I am the venom in your skin

And now your life is broken

After the lights go out on you
After your worthless life is through
I will remember how you scream
I can't afford to care…



Plany wakacyjne - statystyka na dzień 7 lipca 2010

Wykonane: 11
Wszystkie: 214 -> liczba stale zmienna do września 2010. Na pewno nie zmaleje ^^

xoxo


Char
Nastrój: irracjonalnie szczęśliwa ^^
Kategoria: brak kategorii
tagi:

16. Nie zawsze będę mówić szeptem...

wtorek, 22.czerwca.2010, 16:26

Nie mam ostatnio nawyku wychodzenia do ludzi. Wolę się zamknąć w moich czterech, zimnych, zielonych ścianach, położyć się na podłodze i bezczynnie godzinami patrzeć w sufit. Nie wiem skąd we mnie taka bezsilność. W ogóle we mnie nie ma nic. Łaknę, tak bardzo pragnę czegoś. Szkoda, że nawet nie umiem tego nazwać. Żyję w głupim otępieniu pozwalając by czas płynął cicho i niepostrzeżenie. Nie cofnę tego. Nie mam nad tym władzy.

Co ja mówię. Ja nie mam władzy nawet nad własnym życiem.

Moja głowa, czy też dusza – nazywajmy to jak chcemy – przypomina rozbite lustro. Odbija się w niej wszystko, ale jednak nie jest takie jakie być powinno w rzeczywistości. Im więcej o tym myślę tym bardziej dochodzę do wniosku, że kawałki te bardzo różnią się od siebie. Jedne z nich pokazują dziewczynę uśmiechniętą, biegającą po pobliskich łąkach, siedzącą z przyjaciółmi, tak nieprzyzwoicie szczęśliwą i naiwną. Inne pokazują tą samą osobę płaczącą gdzieś w szarym kącie, samą, z nieopisanym wręcz poczuciem beznadziejności oraz brakiem własnej wartości. Kolejne to tylko migawki. Zawieszenie. Strach. Ból. Wściekłość. Radość. Ekscytacja. Spełnienie. Takie krótkie i kruche, które nikną przy jakiejkolwiek próbie ich bliższego poznania czy próbie dowiedzenia się skąd się biorą.

Tajemnica. Jak zawsze…

Chociaż na pierwszy rzut oka wszystkie te obrazy nie mają sensu, po połączeniu tworzą całość. Tak bardzo prawdziwą, że aż groteskową w swoim istnieniu.

Mnie.

Bo jaki jest cel mojej egzystencji? Czemu zgubiłam go gdzieś tak bardzo dawno temu, a teraz tak bardzo walczę by go odzyskać? Czego mi brakuje by w końcu móc się szczerze uśmiechnąć i wykrzyczeć wszystkim prosto w twarz ‘Odwalcie się! Jestem szczęśliwa i już!’. Nie mogę dziś powiedzieć, że jestem nieszczęśliwa. Czuję jakby w ogóle mnie nie było, a ja sama tylko obserwowała swoje życie z innej perspektywy – bez możliwości jakiejkolwiek ingerencji.

W najbliższym czasie czeka mnie wiele wyborów. Począwszy od kierunku studiów (budownictwo czy inżynieria środowiska?), poprzez takie banalne rzeczy jak kim być, co robić. Czuję się zagubiona w rzeczywistości. I tak bardzo nie na swoim miejscu. Musi się coś wydarzyć, by przerwać tą monotonię. Ona mnie wykończy. Powoli i boleśnie. Od środka.

Nie ma się co jeszcze chwalić, ale od wczoraj jestem na diecie. Nie chodzi o to by schudnąć, chyba. Moja cera woła o pomoc i już sama nie wiem co mam z tym zrobić. Ironia losu – jak zawsze.

Jeśli ktoś z Was byłby w stanie doradzić mi co zrobić ze studiami będę baaardzo wdzięczna. Nawet nie wiecie jak bardzo.

OFIARA NR 16
KONCERT MYSLOVITZ

W końcu możliwość wyskakania się i wywrzeszczenia wszystkiego co dobre lub złe. Nie ważne, że nie z tymi ludzi, z którymi chciałam. Nie ważne, że cały czas wzrokiem szukałam kogoś ciekawego. Nie ważne…

Mówiłam. Ja mam pokrzywiony światopogląd i ciągle łaknę czegoś. Chyba zwykłej odmiany…




Myslovitz - Gdzieś


Gdzieś na dnie
To tu gdzie jestem nie ma słońca
Gdzieś tam też
Mieszkają chwile te najlepsze
Gdzieś tam też
Rosną kwiaty najpiękniejsze
Wiem ja też
Nie zawsze będę mówił szeptem



xoxo

Char
Nastrój: Zagubiona...
Kategoria: brak kategorii
tagi:

15. ... szczęście niepojęte, inni Pani na K...

poniedziałek, 7.czerwca.2010, 17:19

Ach! Wróciłam. Cała, zdrowa (no, prawie, słońce przypaliło mi zdecydowanie za mocno ramiona w Rzymie xD) i co najważniejsze chyba tak cudownie odcięta od rzeczywistości. Nie żałuję ani jednej chwili, którą tam spędziłam. Chciałabym się z Wami podzielić moimi małymi, może nie do końca mądrymi obserwacjami (jak zwykle…), jakich dokonałam podczas mojego wyjazdu.

Dotyczą one najbardziej naiwnej chyba rzeczy jaka istnieje – miłości. Obiecuję nie być tkliwa czy też nie rozpisywać się na wiele…

1. Trasa Polska – Włochy.

Pomijając opóźnienie jakie załapaliśmy już na samym początku cała wycieczka zapowiadała się całkiem dobrze. No, prawie. Pech czy nie siedziało za mną małżeństwo (ok. 50 lat oboje). Nie byłoby w tym nic złego czy wkurzającego gdyby nie zachowanie kobiety. Przez całe 15 godzin narzekała na wszystko. Komfort jazdy, styl prowadzenia autokaru przez kierowcę, korki na drogach, smak kiełbasy. Wszystko było nie tak. Rozumiem, że pewne rzeczy mogą nam jako ludziom przeszkadzać ale gdy wszystko i każdy dookoła nam przeszkadza to jest to jakaś przesada. Dodatkowo kobieta ta uważała się za Chodzącą Genialność ( ‘’(…) z Katowic do Bielska-Białej jest 70 km, oznaczenie CH na samochodach to China’’ i wiele innych)… Ja mając taką osobę na plecach chyba bym już ponad tysiąc razy podcięła jej gardło a jej ciało zakopała w pierwszym lepszym rowie. Jakim było dla mnie wielkim zaskoczeniem widząc stosunek do niej jej męża. Mimo tych wszystkich głupot jakie mówiła czy też robiła on patrzył w nią jak w najcudowniejszą istotę na świecie. Co więcej, nie prychał przy każdym jej błędzie. Brał ją delikatnie za rękę i tłumaczył wszystko jak małemu dziecku. Cierpliwie, dokładnie.

W tym momencie uświadomiłam sobie jak bardzo ważne jest właśnie takie coś – brak ironii, wywyższania się. Taka czysta miłość miło widocznych wad. Pełna akceptacja. Czy tylko takie ‘stare związki’ mogą ją uzyskać?

Tęsknię za tym. Mimo wszystko…

2. Wenecja

Niektórzy mówią, że to miasto jest tragiczne. Wali się, śmierdzi, syf i ubóstwo. Ja za to się zakochałam w tym miejscu, klimacie, ludziach. Wszystkim. Do tej pory oddycham chyba tamtym powietrzem. Jeśli tylko zostanie mi to dane w przyszłości tak bardzo chcę tam wrócić, stanąć z Kimś na Moście Westchnień lub Rialto i tak po prostu go pocałować. Naiwnie i bez skrępowania.

Nigdy wcześniej w moim życiu nie wiedziałam miejsca, gdzie byłoby tylu facetów idealnie ‘w moim typie’ (jeśli uznajemy, że jest coś takiego). Będąc szczerą muszę powiedzieć, że P. odmienił odrobinę mój schemat patrzenia na facetów, może to i lepiej… Tak czy siak nie mogłam się wręcz na niczym skupić, gdy co chwilę przechodzili obok mężczyźni jak wręcz z mojej własnej bajki. Był tylko jeden mały problem. Każdy, podkreślam KAŻDY z nich był z kimś. Z samymi idealnymi dziewczynami wyciętymi jakby z kampanii reklamowych D&G, Prady, Chanel…

Było to trochę uderzające, przynajmniej dla mnie. Czy ludzie zawsze się tak dobierają? Tak… wyglądowo idealnie? Jeśli tak to ja do żadnego z nich bym nie pasowała. Widocznie moja bajka nie może być moją własną. A szkoda. Tak bardzo chciałabym być jedną z tych uroczych, niesamowicie dziewczęcych kobiet stojących na moście Rialto z ich, tak samo idealnym jak one, wybrankiem…


3. Asyż

Nie będę na temat tego miejsca się zbyt wiele rozpisywać. Piękne i majestatyczne – tak opisuje jak każdy kto tam był. W tym całym splendorze zauważyłam coś, co na co dzień łatwo ominąć. Było z nami jedno młode małżeństwo, oboje po studiach, z Krakowa. Niezmiernie mili, uczynni i sympatyczni. Wystarczyło na nich spojrzeć i aż chciało się uśmiechnąć. Jeśli miłość potrafi działać tak na ludzi, nie tylko zakochanych, ale również i tych wokół to jednak jest to najwspanialsze uczucie jakim można obdarzyć innego człowieka. I może ja się do tej miłości nie nadaje, ale wierzcie mi, trzymam za Was kciuki ;*

4. Rzym

Czy można kochać rzeczy? Takie zwykłe, codzienne, materialne, które możemy trzymać w rękach, a one nigdy nie okażą wdzięczności za to uczucie? Okazje się, że jak najbardziej tak. Cały Rzym oczywiście zapiera wdech w piersiach. Zabytki, miejsca, mentalność ludzi (najlepsze włoskie stwierdzenie dotyczy samochodów: nie musi mieć gazu, hamulca czy kierownicy. Ważne, żeby miało klakson! xD). Jedną z ciekawszych rzeczy jakie zauważyłam w Wiecznym Mieście było zachowanie dziewczyn na Placu Hiszpańskim. Tuż obok niego przechodzi najdroższa ulica Rzymu z salonami najsłynniejszych projektantów. Tłumy dziewczyn (i nie tylko) zgromadzone pod witrynami podziwiały ubrania czy też dodatki w totalnie zawrotnych cenach…Wyglądały jakby sam fakt patrzenia na te modne cuda doprowadzał je do ekstazy. Chyba byłyby w stanie zrobić wszystko by zdobyć chociaż jedną z tych kreacji…

Czy to ‘ile’ mamy na sobie decyduje o tym, kim jesteśmy? Czy można oceniać ludzi tylko po tym co noszą i jak wyglądają? To wszystko jest takie puste i egoistyczne, a i tak większość z nas ślepo do tego dąży. Do szacunku, poważania, dumy, powodzenia. Czasami warto jednak przemyśleć chyba jakim kosztem…



Oczywiście to pewnie i tak nie wszystko co chciałabym Wam napisać, ale na dziś koniec przemyśleń. Tak czy siak wycieczki do słonecznej Italii mogę polecić każdemu, nie będziecie żałować.



OFIARA NR 15
SPOTKAŁAM SIĘ Z P.




Trudno mi nawet nazwać jaki jutro będzie dzień, czy będzie w ogóle jakikolwiek. Teoretycznie (!) na jutro jestem umówiona z P. Znaczy, nawet nie wiem czy on o tym pamięta, nawet nie wiem czy chcę tam iść… Ja w ogóle nic nie wiem.

Na środę zapowiadam Edit. Dziś trudno określić co się stanie, ale proszę. Trzymajcie za mnie kciuki, bo nie wiem na ile wystarczy mi sił…

Poza tym muszę przestać mieć jakieś perwersyjne myśli o P. To już zupełnie mnie wykończy… x/





Edit 9.06

Poszłam. Przeżyłam. Wróciłam. Mam ochotę przestrzelić sobie łeb. W każdym słowie dokonałam takiej nadinterpretacji, że szkoda gadać. To nie mogło skończyć się optymistycznie. Albo inaczej, to skończyło się w cholerę czasu temu, a ja jakoś naiwnie chciałam żyć złudzeniami. Nie ważne. Teraz mogę zacząć wszystko od nowa z czystym kontem. Nawet nie wiem czy tego chcę.

Boję się. Mam pustkę w żołądku i strach w sobie, że w życiu nie spotka mnie już nic dobrego. Chybaw olałabym po części teraz umrzeć. Tak po cichu, by nikt nie zauważył... Ja już nie chcę żyć, sama. Be z względu na to czy jestem z nim czy sama. A P. życzę jak najlepiej.

I tak właśnie kończy się ta opowieść. Ma ktoś pistolet?

P. oddał mi kartki, które dla niego kiedyś zrobiłam. Muszę je spalić. Nie jestem w stanie nawet na nie patrzeć. Ale nie będę płakać!





happysad – Pani na K



Wtedy dopada mnie i łapie za kark
zaciska pięści i rzuca na piach.
Zamykam oczy i z całej siły wołam we świat,
a złośliwe echo niesie tak:

Bo ona ona różne ma imiona
jedni wołają ją miłość inni zgaga pieprzona.
Bo ona ona imiona różne ma
jedni wołają ją szczęście niepojęte
inni samica psa

Bo ona ona różne ma imiona
jedni wołają ją miłość inni zgaga pieprzona.
Bo ona ona imiona różne ma
jedni wołają ją szczęście niepojęte
inni samica psa
inni Pani na K


xoxo



Char
Nastrój: pełna obaw...
Kategoria: brak kategorii
tagi:

14. I, I won't cry...

poniedziałek, 24.maja.2010, 16:29
Ach, przepraszam. Za to, że tyle czasu mnie nie było, że tyle czasu nie odpisywałam na komentarze. Tak. Należy mi się porządny kopniak w tyłek, ale wiecie co? Przeżyłam. Te całe zakichane matury, pojedynek ze „Świętoszkiem”, walkę z dowodami na rozszerzonej matmie, bitwę z równaniami chemicznymi, kłótnię z egzaminatorką, która próbowała mi wmówić, że przecież Izabella Łęcka jest ideałem kobiety! Gdyby każda z nas była taka jak ona świat byłby piękniejszy! Jasne. Ktoś tu chyba ma krzywo pod sufitem. Nie wiem.

Obudził mnie cichy sygnał telefonu. SMS. Pękała mi głowa, chyba za dużo wypiłam oblewając zakończenie matur. To takie totalnie nie w moim stylu…

P.

Jak zawsze gdy jest najmniej o to proszony robi mi grysik z mózgu. Niekwestionowany Mistrz w tej dziedzinie. Nie wiem już sama o co modlę się bardziej - by mi dał już spokój czy by w końcu powiedział, że nadal coś do mnie czuje. Boję się, że zarówno jedno jak i drugie spowoduje, że umrę. Tak po prostu, sama, po cichu.

Mam już dość interpretowania jego zachowań, wyrzucanych w pośpiechu zdań, wyrazu jego przymrużonych oczu, które obserwują uważnie każdy mój ruch. Dziwne. Takie dziwnie obce. Odzwyczaiłam się od tego. I boję się. Jakkolwiek nie jest to naiwne.

Nie przepraszaj P., że powiedziałeś mi, że życie beze mnie ma większy sens… Czemu teraz czujesz się za to winny? Przecież tak właśnie myślałeś. Nie zapomnę i nie wybaczę. Już swoje wypłakałam…


Zdobycie pracy w tym chorym mieście graniczy chyba z cudem. Wszystkie rozmowy kwalifikacyjne poprzepadały mi w trakcie matur. Nie mogę sobie pozwolić na totalne lenistwo przez całe 4 miesiące. Geez. Mam ochotę wyśmiać własne problemy. Ciii… pozostanę nadal tą zakichaną idealistką i będę wierzyć, że wycieczka do Włoch z moim tatą ma sens, że moja mama w końcu zmieni pracę a i dla mnie w końcu znajdzie się jakaś miła posadka.

Wybaczcie, ja zawsze notka o niczym, ale kurde. Mam taką wodę zamiast mózgu już, że nie jestem w stanie zabrać się za cokolwiek. Życie. Niech mnie porwie. Najwyższy czas! Nie poddam się. Na to już też nie mam sił…

Praca. Praca. Praca. Czy to takie zarąbiście trudne..?!



OFIARA NR 14
ZROBIŁAM ‘WAKACYJNĄ LISTĘ PLANÓW DO REALIZACJI’ ^^




Większość rzeczy na niej i tak nie trzyma się kupy ale to nie ważne. Przez tą całą nieszczęsną maturę jest tysiąc gier, książek, filmów, anime, seriali, których nie mogłam nawet dotknąć. Jest milion planów, których nie mogłam wcielić w życie. Co mi teraz zależy? Nie musicie tego czytać, [ za długie, za nudne – przyp. autorki] ale nie zapominajcie o mnie i wspierajcie mnie jakoś w tych moich planach. Bo każdemu się coś od życia należy.

Klik!

Przy okazji, dzięki za tak wiele pochwał dotyczących hmmm… emocjonalnego odbioru poprzedniej notki. Wiele to dla mnie znaczyło. Serio… Odezwę się na pewno za kilka dni. Może z większą weną, większą chęcią do życia. Nie wiem… (ostatnio to wyrażanie stało się moim ulubionym, niestety…)


EDIT 25.05.2010

Właśnie trzymam w rękach jeszcze ciepłą, wydrukowaną rezerwację. Tydzień we Włoszech... Od pierwszego czerwca. Ach, nie wiem czy głupi ma zawsze szczęście czy w końcu życie się do mnie uśmiechnęło. Dziękuję. Bez względu na wszystko. Nawet jak nie dostanę pracy przez to, że będę biegać po Forum Romanum xD

Chyba idę się zrelaksować i zacznę się pakować... ;]


EDIT nr 2 26.05.2010

Od dziś możecie mnie mianować per Pani Wredna Zołza. Lub coś w ten deseń, co podkreśli te wszystkie okropne cechy, które w sobie gromandzę.

Zalatwiłam wczoraj sprawę z J. Po, nie ukrywam, udanym wypadzie do kina (ach, Prince of Persia! I niech mi wmawiają, że kobiety kochają TYLKO komedie romantyczne... Jestem chyba wyjątkiem... - przyp. autorki ) gdy drżącym głosem wydukał, że chyba jednak mu zależy boleśnie sprowadziłam go na ziemię... Cytując Micky 'Szukam przyjaciela, nie chłopaka' obcięłam mu skrzydła.

Mam wyrzuty sumienia, nieziemskie wyrzuty sumienia... Bolą, jak cholera. To dobrze, udowadniają mi, że nie jestem totalną famme fatale. Łańcuszek, który od niego dostałam na urodziny, za bardzo ciąży mi teraz za szyi, stanowczo za bardzo...

Jeśli jeszcze kiedyś spotkam faceta z ambicjami, marzeniami, pełnego pasji i chęci do życia (tych właśnie przymiotów brakowało J.) i będzie się o mnie starać (choć w połowie tak jak J.) to obiecuję sama sobie i przed wami:

Zakocham się, zupełnie i nieodwołalnie...


Pytanie tylko, czy jest to możliwe...







I, I'll get by
I, I'll survive
When the world's crashing down
When I fall and hit the ground
I will turn myself around
Don't you try to stop me
I, I won't cry…




xoxo


Char
Nastrój: Grysik z mózgu...
Kategoria: brak kategorii
tagi:


Wierzyłam, a może nadal wierzę – nie ważne. Chcę tak bardzo wierzyć w siebie, w swoją siłę, piękno, mądrość, szczerość. Nazywajcie to jak chcecie. Bycie to za mało. Chcę biegać między kłosami pszenicy w deszczu i śmiać się z mojej naiwności. Chcę siedzieć i płakać w kącie za swoje grzechy. Nie obchodzi mnie to. Mogę nawet stać na środku miasta ze łzami w oczach. Nie obchodzi mnie to.

Bo jeśli tak wygląda bycie sobą – zaakceptuję wszystko.

Siedziałam jak głupia w tej wymiętej czarnej spódnicy z wysokim stanem w szkolnej ławce. Czułam, dosłownie czułam, jak dekolt mojej białej bluzki robi się niezauważalnie większy. Nie obchodziło mnie to, siedziałam tam nadal patrząc tępo w przestrzeń. Słyszałam tylko kolejne nazwiska. Gdzieś były dziewczyny w eleganckich kreacjach, butach na obcasach, w których jeszcze nie nauczyły się chodzić. Faceci w garniturach ze studniówki biorący udział w konkursie na najbardziej obojętnego chama. Cóż, witajcie w moim cyrku.

Pytanie, jestem treserem lwów czy klaunem?

Czułam się jak dziwka – nie bójmy się mocnych słów. Wierzyłam, że mnie zauważy, stojącą z boku, w jak zawsze nie ułożonych idealnie włosach, z wyraźnie wymalowanymi oczami. Nie, tym razem moje oczy nie były mętne na myśl o Nim. Były raczej chłodne i błagały na kolanach o więcej. Bólu, niepewności, nie wiem… Rozstanie ogólnie są trudne. Nie będę płakać za tą klasą, nie mam za kim. Wszyscy odeszli razem z P., widocznie to była taka reakcja łańcuchowa. Cóż, z naszej dwójki to On był tym Śmiesznym i Popularnym, a ja byłam sobą. Chyba podczas ubierania się pomyliłam maski, jak zawsze.

Nie będę płakać ani tęsknić za dwulicowością. Niech zostanie tak, jak jest. Bez niepotrzebnego gorzkiego posmaku w ustach.

Rozkleić mogłabym się tylko w jednym momencie, podczas rozmowy w wychowawczynią.
Dziękuję Pani Profesor za jedno ważne zdanie, którego Pani pewnie nie pamięta, ale wiele dla mnie znaczyło. ‘Szkoła to nie wszystko, jest świat poza nią. Zdecydowanie piękniejszy.’ Dzięki temu chyba tylko jestem tu żywa, ciałem i duchem i za to dziękuję.
Mogłam wtedy płakać i nie wstydziłabym się tego.

Czułam, że na mnie patrzy, stoi obok. Uśmiecha się. Chyba był świadomy jak wiele kosztowały mnie te słowa, zawsze starał mi się je wpoić. Nieskutecznie. Czułam ten beznadziejny skurcz w żołądku, gdy nabierałam powietrza i obracałam się na swoich 13 cm obcasach by jak najszybciej wykrzyczeć do Niego krótkie ‘Wysokich lotów’ . W tym samym momencie usłyszałam ciche ‘Powodzenia’ . Ten ciepły baryton, lekko przełamany niepewnością. Zmusiłam się by podnieść mój wzrok znad podłogi i popatrzeć na niego. To przyszło tak łatwo, jakbym robiła to codziennie. A może robię tak, nieświadomie?

Śmiech.

Mój czysty, perlisty śmiech zabrzmiał pierwszy raz od roku tak szczerze. Przy Nim tak łatwo się oddycha. W tym momencie poczułam, że przez cały ten czas musiałam się zmuszać do życia. Dla mnie znów był listopad - dwa lata temu. Taki spokojny, zabawny. Jakby nic złego się nie stało. Śmialiśmy się we dwoje, z mojej niezdarności, z Jego umiejętności rozpinania spódnic (nie pytajcie…).

Czy musiał nadejść oficjalny koniec naszej znajomości by doszło do jakiejkolwiek rozmowy? Czy właśnie taka miała być cena? Odrobina nadziei za wieczne niespełnienie. Pewnie wiesz, że będę chciała więcej, choć nie mam do tego prawa, wiemy o tym oboje. Pogodziłam się z tym, nawet łatwiej niż mogłabym podejrzewać. Byłeś, prawdziwy jak kiedyś i przez chwilę zdawałeś się być mój. Już nie fizycznie czy uczuciowo. Nie ważne jaki. Liczy się, że byłeś, nie odwróciłeś się na pięcie i mnie nie zostawiłeś, choć masz to we krwi.

Dziękuję.

Odbierałeś te nieszczęsne telefony od Twoich ‘cudnych przyjaciół’. Pytali gdzie i z kim jesteś. W końcu miałeś iść z nimi, nie ze mną. Nie mogę im mieć tego za złe. Nie mogę sobie Ciebie wziąć jak kiedyś. I tak doceniam te kilka chwil przed szkołą.

Jak dawniej.

To byłaby nowa wersja bajki o Kopciuszku. Tu właśnie żegna się z księciem, obiecuje pamiętać, ale już nigdy nie pokochać, myśleć, ale nigdy nie rozpamiętywać. Już miała się uśmiechnąć i tradycyjnie rozczochrać Mu włosy ręką, nawet jeśli On tego by nie chciał.

Nie udało się.

Na scenę wkroczył ktoś trzeci, tak bardzo nieproszony. Bo bajki nie mogą kończyć się dobrze.
J. – to wszystko tłumaczy. I tyle widziałam P.

---


Zamiast cieszyć się z cudnego świadectwa leżałam na podłodze w pokoju i płakałam. Dawno nie było mi tak źle, jakby ktoś wyrwał mi płuca, albo położył tonowy głaz na piersiach. Bez tlenu. A może po prostu już nie mam serca, wykrwawiałam się i nawet nie byłam tego świadoma? Pewnie byłabym tam do tej pory zastanawiając się czy życie ma w ogóle jakiś sens gdyby nie cichy dźwięk telefonu.

‘Przepraszam, że przeszkadzam, ale po chwili krótkiej refleksji proponuję jakiś wypad na coś po maturach. Zainteresowana?’

P.

Tym sposobem nadal płaczę. Nie wiem czego chcę, to nie tak miało być, miałeś już zniknąć i nie mącić mi bardziej w głowie. Nie wrócimy do siebie, sam mi to dziś powiedziałeś. Czego więc ode mnie jeszcze chcesz? Wbić mi nóż w plecy? Dzięki, zrobiłeś to już dawno temu…

OFIARA NR 13
‘POGODZENIE’ Z P. + WYKONANIE PLANU LICEALNEGO W 100 PROCENTACH.


Nie podejrzewałam nigdy, że tak wiele osiągnę w liceum, że w ogóle przeżyję mat-fiz, z taką średnią. Może nie jestem taka głupia, może coś w życiu osiągnę…

‘- Nie masz już tego daru przekonywania, ale nic się nie zmieniłaś.
- Widzisz P., pewne rzeczy i pewni ludzie nie zmienią się nigdy’.


Bo usłyszeć jego głos ostatni raz w życiu – bezcenne. Lepiej zapamiętać to, niż jego krzyk…

Boję się, matur, zobaczenia Go znów, panicznie się boję. Nie wiem czy sobie poradzę, ale czy mam inne wyjście? Nie jestem już tą słabą dziewczynką co kiedyś. Możesz nazwać mnie nawet zołzą, trudno. Przeżyję to.

Nie wiem czy powinnam iść z P. czy to będzie mój kolejny błąd. Ach, niech się dzieje co chce. Los pokaże. Widocznie nie umiem się uczyć na błędach…



Nie mogę czekać wiecznie, to wszystko co powiedziałeś
Zanim wstałeś
I nie chcesz mnie zawieść
Umiem zrobić to sama
Ale cieszę się, że przyszedłeś
A teraz, jeśli możesz

Odejdź, odejdź
Uwolnij się w tym samym czasie.
Odejdź, odejdź
Nie mogę zrozumieć, że już Cię nie ma.

I mam nadzieję, że czujesz się lepiej
Teraz gdy to się stało,
Dlaczego zabrało Ci to tak wiele czasu?
Prawda ma nawyk
Wupadania z Twoich ust
Ale teraz to nadeszło
Więc jeśli możesz

Odejdź, odejdź
Uwolnij się w tym samym czasie.
Odejdź, odejdź
Puść moje dłonie
Powiedziałeś już to, co musiałeś
Odejdź, odejdź…


Glen Hansard - Leave




xoxo



Char
Nastrój: z połamanym sercem
Kategoria: brak kategorii
tagi:

12. It's the way that he makes you feel...

sobota, 17.kwietnia.2010, 21:07


Dziwny jest ten świat…

Niemen powinien jednak dostać co najmniej Nobla za odśpiewanie tych jakże poetyckich/literackich słów. Im dłużej żyję tym bardziej wydaje mi się to wszystko bardziej skomplikowane. Czemu będąc dzieckiem największym naszym problemem był lód, który spadł nam na chodnik lub wojna o zabawkę w przedszkolu? Tak bardzo chcę wrócić do tamtych czasów…

Nie chcę z Tobą być.

Nienawidzę sposobu jakim odbierasz telefon, nie mogę przeżyć Twojego akcentu, zdradzającego skąd jesteś. Nie umiem przywyknąć, że nie przepuszczasz mnie pierwszą przez drzwi. Denerwuje się, gdy niepewnie szukasz mojej dłoni koło siebie. Wiem, że mnie kochasz. Pamiętam o tym każdego dnia…

A jednak…

Chcę Cię mieć na stałe przy sobie, byś był obok mnie, tylko mój, nie odchodził nawet na krok. Nie chcę z Tobą być, ale chcę Cię po prostu mieć. Chcę byś był, jednak się nie narzucał, wiedział kiedy masz odejść i był nadal blisko.

Zabij mnie. Ja nie wiem czego chcę.

---

Wszyscy mówią mi, że zawaliłam na całej linii. Trzeba było zdawać rozszerzony angielski. Trudno. Na razie muszę w ogóle znaleźć kod logujący na stronę OKE. Zabiją mnie…

Występ taneczny w poniedziałek. Trzymać kciuki! ;*


OFIARA NR 12
NAUKI CIĄG DALSZY


I boję się, że to byłoby na tyle. Za wiele siedzi mi w głowię. Idę tworzyć prezentację na polski ustny. Analiza psychologiczna Balladyny lub Łęckiej zdecydowanie mi pomoże… x/



It’s the way that he makes you feel
It’s the way that he kisses you
It’s the way that he makes you fall in love…



xoxo
Char
Nastrój: W zawieszeniu...
Kategoria: brak kategorii
tagi:

11. My hand searches for your hand...

piątek, 2.kwietnia.2010, 18:27
Im bardziej staram się coś poukładać, tym bardziej wydaje mi się, że robię sobie na złość. A może tylko tak mi się wydaje, może właśnie tak to wszystko ma wyglądać? Dziwne…

Minął już ponad tydzień od kiedy B. powiedział mi, że mnie kocha. Inaczej, nie powiedział. Wyskoczył z tym tekstem na środku miasta. Bez romantyzmu, cichego pokoju, grama prywatności. Nie. Powiedział mi to nie pesząc się ani trochę – jakby miał to przygotowane już dawno temu i czekał na dobrą okazję by móc mi to powiedzieć.

Chciałam zapaść się pod ziemię. Znów.

Bo jak mu powiedzieć, że nic do niego nie czuję, że za krótko się znamy, że ktoś, kto był przed nim zakrzewił ze mnie niewiarę w miłość i strach przed zaangażowaniem? No jak? Chyba nigdy w życiu nie starałam się tak bardzo unikać jego wzroku. Cała dziecinna radość zaczęła powoli przygasać, Jego zmieszanie można było dosłownie dotknąć.

Nie moja wina, że nie umiem czuć nic poza strachem…

Jak wielkie było moje zaskoczenie, gdy następnego dnia zobaczyłam Go pod moją szkołą. Czekał tam jak zawsze, siedząc na murku z okularami przeciwsłonecznymi na nosie. Spodziewałam się raczej, że nie pojawi się tu przez najbliższą dekadę – przyznaję, nie doceniałam go. Uśmiechnął się jakby nigdy nic i odprowadził mnie na autobus – nie przepraszał, nie wspominał. Po prostu był. Nawet nie zdawał sobie pewnie sprawy jak bardzo czyjaś obecność jest mi teraz potrzebna. Bez nadmiernych zobowiązań, podniosłych obietnic, kiczowatych wyznań. On był, pewnie i nadal by był, gdyby nie nauka i obowiązki przedświąteczne.

Do tej pory czuję ciarki na plecach, gdy przypomnę sobie jak chwycił moją rękę, ciągnąc mnie do kolejnego regału z książkami, by pokazać mi Jego ulubioną powieść (większość czasu spędzamy w księgarniach gadając o książkach lub w sklepach muzycznych grając na różnych instrumentach).

Gorzej. Chciałabym by chwycił mnie za moją dłoń jeszcze raz. Albo nawet i dwa…


OFIARA NR 11
UCZĘ SIĘ. ZAJEBIŚCIE SIĘ UCZĘ…


Powoli już przestaję wiedzieć jak się nazywam. Widzę wokół siebie tylko funkcje trygonometryczne, benzoesany sodu i formaldehydy.

Trudno, ja po prostu się nie poddam.


Skończyłam rehabilitację na naciągnięty mięsień. Jest szansa, że wrócę do tańca już w najbliższym czasie ;]


Jako, że pewnie nie wrócę przed Wielkanocą chciałabym Wam życzyć udanych świąt, pełnych spokoju, radości i odpoczynku, by choć na chwilkę czas mógł się zatrzymać. I dziękuję Wam za całe wsparcie. Nie wiem co by bez Was było ;*



My hand searches for your hand
In a dark room
I can't find you
Help me
Are you looking for me?



Open My Heart by =Berryness
Open My Heart by =Berryness




Char
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

10. I'm losing it…

sobota, 20.marca.2010, 22:04

Ironia – prawdopodobnie moja zaginiona siostra, która odnalazła mnie po latach rozłąki. Udowodniła mi nieomylnie, że należę do rodziny Absurdu, moimi rodzicami są Sarkazm i Groteska.

Życie jest jednak szalone.

Zebrałam się na odwagę. Powiedziałam J., że nic z nas nie będzie. Delikatnie, jak tylko umiałam, uświadomiłam mu, że nawet jak bardzo się będzie starać nigdy z nim nie będę. Przyjął to na klatę.

Do czasu…

Konkretnie do momentu, w którym spotkał się z B. pod moją szkołą. Oboje na mnie czekali. Oboje jednocześnie podeszli. Umarłam. Dosłownie i metaforycznie…

„Rozumiem wszystko, ale kiedyś zmienisz zdanie. Każda dziewczyna, nawet Ty, chce mieć adoratora, który będzie o nią dbał, myślał o niej. Ja będę takim kimś dla Ciebie. Kiedyś zmienisz zdanie i będziesz chciała być ze mną, zobaczysz, a ja będę na Ciebie czekał. Zrozumiesz, że inni nie mają ze mną szans, nikt nie będzie się tak o Ciebie starać. Zrozumiesz to…”

J.


Nie umiem mu powiedzieć dobitniej, że mam to już gdzieś co on myśli, że moje marzenia nie dotyczą jego. Odejść, muszę odejść. Daleko, szybko, już. Wykreować na nowo własny świat, gdzie nie będzie dla niego czasu i miejsca.

Byle do czerwca i by wszystko poszło po mojej myśli. Tańczyć, studiować. Uwolnić się.

B. nie odbiera telefonu. Pieprzyć to. Niech się dzieje co chce…

OFIARA NR 10
DAŁAM KOSZA J. – JAKIKOLWIEK BY NIE BYŁ TEGO EFEKT


Nie ma się czym chwalić. Tak czy siak znów zrujnowałam jakieś marzenie, w tym wypadku czyjeś. Nie moja wina. Widocznie nie jestem dobrą osobą. Przepraszam. Będę smażyć się w piekle…

With every move I die
I'm faded
I'm broken inside
I've wasted the love of my life
I'm losing it…




love by ~laurapora
love by ~laurapora





xoxo
Char
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

9. Is this what you wanted all along?

sobota, 6.marca.2010, 22:44
Czas mija zdecydowanie za szybko. Nawet gorzej – mija, a ja nie mam nad nim zupełnie kontroli. Wybija mnie to z równowagi, którą staram się tak uparcie budować. Jeśli w dwa miesiące nadrobię trzy lata to obiecuję, przez tydzień nie będę przytomna, nie pytajcie czemu xD Chyba już czas wziąć się do roboty zamiast narzekać… To wszystko zaczyna mnie już irytować.


Ostatnio cierpię na jakąś zakichaną bezsenność. Potrafię nie spać 48 godzin z rzędu i jeszcze normalnie funkcjonować. Jestem chyba jakimś wyjątkowym przypadkiem do leczenia, nie wiem. Tak czy siak po raz setny podziwiając fakturę mojego pokojowego sufitu zastanowiłam się nad jedną rzeczą – ideał.


Czy tego chcę czy nie jestem dzieckiem przełomu XX/XXI wieku. Wpajano mi od kiedy pamiętam, że tylko szkoła może zapewnić mi jakiś start w przyszłość, że mam możliwość decydowania o samej sobie, że każdemu będzie się żyć dobrze.


Czemu to wszystko jest gówno warte?

Dla nauki (i przez kontuzje, nie ma co ukrywać) zrezygnowałam ze szkoły baletowej – teraz oddałabym życie by jednak nosić puenty i skakać w ‘Jeziorze Łabędzim’. Mogłam nadal grać w hokey’a halowego – obecnie część moich znajomych z byłej drużyny jest w reprezentacji Polski. Mogłam tyle rzeczy, a żyję w świecie, gdzie każdy próbuje wmówić mi, że ma rację, gdzie miliony ludzi wokół mnie są ode mnie o wiele mądrzejsi, pomimo tego, że to mi obiecywano, że osiągnę wszystko, gdzie media wpychają nam ideały. Idealni mężczyźni, o których można śnić po nocach – nie ważne, że nie istnieją. Idealne kobiety, rodziny, uśmiech, włosy… Tragizm.

Będę chyba w tym momencie Wokulskim z ‘Lalki’. Powinnam chwycić tony przeczytanych książek, płyty z ukochaną muzyką, ulubionymi filmami i wyrzucić to wszystko przez okno. Bo czy można wierzyć w świat magii HP, inteligencję Housa, prawdziwość Nate’a Archibald’a, rozdzierający serce ze złości głos Adam’a Gontier? Można. I jestem tego beznadziejnym przykładem. Wyprano mi mózg, a pomimo tego jestem szczęśliwa. Nie obchodzi mnie to, na ile umiem poruszać się między innymi ludźmi, być taktowna czy nie. Po prostu chcę być szczęśliwa, nie zważając na to co mówią wszyscy wokół i jakie szczęście oni widzą dla mnie. Chyba tworzę powoli swój własny świat, gdzieś z dala od wszystkich i wszystkiego. Mój idealny zakątek.

Osiągnę coś, kiedyś, gdzieś, z kimś. I znajdę te wszystkie życiowe ideały i powiem im, że da się bez nich żyć. Tak po prostu.

OFIARA NR 9
W KOŃCU WYSTĄPIŁAM W SPEKTAKLU TANECZNYM


Trzy miesiące prób, ale się udało. Na recenzję trzeba chwilkę poczekać. Hmmm, zaczynam się bać… x/ Jeśli coś poszło bardzo nie tak, to raczej o zostaniu w krakowskim zespole mogę zapomnieć… Trzymajcie kciuki!


Jutro jadę z J. do Bagateli na przedstawienie. Niby z okazji Dnia Kobiet. Odpuścił by sobie, najwyższy czas…

Drugi dzień czekam na telefon od B. Żenujące, miałam olać facetów, a znów przypałętał się kolejny. Zabiję się jak jeszcze raz spojrzę na telefon. Totalnie się zabiję… -_-‘’

Wybaczcie tą notkę, tego wszystkiego co siedzi w mojej głowie, chyba nie da się tak po prostu przelać na papier…


Edit 7.03.2010

To ja w końcu zadzwoniłam do B., napisałam sms'a, nie ważne. Ucieszył się, wiem to. Wkurza mnie jednak fakt, że okazałam się słabą dziewuszką, która nie wytrzymała 2 dni bez Jego zaraźwilego śmiechu. Uzależniam się, muszę uciec, daleko, zapomnieć, posprzątać myśli. Cisza Błoga cisza i spokój. I niech się dzieje co chce.

Za 5h przyjedzie po mnie J. Uśmiech na twarz, piersi do przodu i byle przeżyć. Ten jeden jedyny raz... Tylko.


Edit 2 - 8.03.2010

Nie mam co ukrywać, wycieczkę z J. uważam (o dziwo!) za bardzo udaną. Przykro mi jednak stwierdzić, że jest to raczej spowodowane sztuką, na której byliśmy, a nie jego towarzystem, choć muszę przyznać - znamy się od października i trochę się wyrobił. Szkoda tylko, że dla niego liczyło się w sztuce tylko to, czy było śmieszne i na ile kobiety chodziły poubierane (albo i nie) na scenie. Na temat fabuły, gry aktorskiej, scenografii raczej nie dało się pogadać. A szkoda... W dodatku miał do mnie pretensje, czemu nie założyłam sukienki albo spódnicy. Straszne.

Serce mi pękło jak dziś przyjechał po mnie do szkoły - oczywiście z kwiatami. Nie mam serca Mu powiedzieć, że z tego raczej nic nie będzie. Jestem zasraną egoistką... Wybaczcie.

Odezwał się B. Trudno, dziwnego uczucia w żołądku ciąg dalszy. Irracjonalne. Bardzo.

Naciągnęłam sobie mięsień uda - odezwała się stara kontuzja sprzed 1,5 roku. Nie wiadomo czy jeszcze kiedykolwiek zatańczę. Na razie umieram z bólu. Nie mam siły już na nic. A miało być tak pięknie... Chyba umarłam, tak wewnętrznie...


Edit 3 - 10.03.2010

Jeśli sny są naszymi ukrytymi pragnieniami to mnie chyba porąbało do końca. Śniło mi się, że znów byłam z P., szczęśliwa, roześmiana. Przepraszał mnie za wszystko, a ja bez względu na to, trzymałam go za rękę i mówiłam, że już wszystko będzie dobrze.

Przez cały dzień bolało mnnie serce, nie mogłam na niego patrzeć. Gorzej, serce boli nadal... Czemu?

Will you save your soul? Is this what you wanted all along?


xoxo

Char
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:

Mój Profil





Podlinkuj

Dodaj do ulubionych

2009
grudzień (4)

2010
styczeń (2)
luty (2)
marzec (2)
kwiecień (2)
maj (2)
czerwiec (2)
lipiec (2)
wrzesień (1)
listopad (1)

2011
luty (1)
sierpien (1)

2012
luty (1)

brak kategorii (23)
wszystkie (23)

supporteruntrustmebelialacclivisblekitne-flamingituskafa



Szablon wykonała: emm, pobrano z: szablony.blogowicz.info.
Wspierane przez: Blog & dodatki na bloga.
Grafika: Weheartit.com / tekst: U2 - No Line On The Horizon.